Melissa Sarah Edwards

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Melissa Sarah Edwards

Pisanie by Melissa Edwards on Sro Maj 27, 2009 6:40 pm

Imię: Melissa (Missy) Sarah
Nazwisko: Edwards
Klasa: trzecia
Dom: Rosette
Krew: jej babka od strony ojca jest mugolką
Narodowość: Kanadyjka
Data narodzin: 12 lipca
Miejsce zamieszkania: Edmonton
Rodzina: matka – Sarah Greene – półkrwi czarownica, była grysianka; ładna, ale absolutnie o siebie nie dba – jest zbyt pochłonięta rozwikływaniem kolejnych tajemnic wojen jakiś latających stworków z Meksyku, o których Missy oczywiście bladego pojęcia nie ma, choć Sarah mówi właściwie tylko o nich. Ojciec – Jonathan – pochodzi z amerykańskiej rodziny z tradycjami i z jakiegoś dziwnego powodu został wysłany do Hogwartu (był w Hufflepuffie), ale nigdy nie czuł się specjalnie związany z tym miejscem, więc gdy tylko skończył naukę, wrócił za ocean i osiadł w Kanadzie, by tam kontynuować badania nad nowatorskim zastosowaniem krzyku mandragor w lecznictwie (póki co udało mu się jedynie ogłuszyć kilkadziesiąt królików). Wszyscy dziadkowie Melissy wciąż żyją, jednak państwa Edwardsów widuje ona jedynie na zdjęciach; rodzeństwa nie posiada.

Wygląd: Patrząc na rodzinne zdjęcie Edwardsów (Edwardsowie plus rodzice Sarah), odnosi się wrażenie, że na fotografii widnieją dwie zupełnie sobie obce rodziny. Obok trójki niczym nie wyróżniających się Greene’ów stoi bowiem ognistowłosa para o tajemniczych uśmiechach – o tak, urodę Melissa zdecydowanie odziedziczyła po ojcu i, szczerze mówiąc, bardzo się z tego cieszy. Jest raczej średniego wzrostu, dzięki czemu dobrze czuje się zarówno w płaskich butach jak i na obcasach, chociaż uważa, że jej smukła sylwetka dużo lepiej prezentuje się, gdy doda sobie kilka centymetrów. Jednak kto normalny skupia się na figurze Missy? Pierwszą (i często ostatnią) rzeczą, którą zauważa się w pannie Edwards, bezsprzecznie są włosy – sięgające połowy pleców, rude, lśniące, układające się w delikatne fale, zwykle rozpuszczone lub przytrzymane spinką z boku. Niebieskie oczy kształtu migdała prawie zawsze podkreśla czarną kredką lub eye-linerem, a pełne usta delikatnym błyszczykiem; nos i policzki zostawia w spokoju – uważa, że nie powinno się przykrywać niczym rzeczy idealnych tak, jak jej piegi. Można by powiedzieć, że wszystko jest pięknie, cudownie i Melissa nie ma na co narzekać, jednak pewnego słonecznego ranka lata roku 2005 babka wmówiła jej, że najmniejszy słuszny rozmiar kobiecego biustu to C, do którego wciąż trochę jej brakuje. Babcia dawno nie pamięta o tejże rozmowie, a dziewczyna ma problem, cóż.
Kiedy tylko może zdjąć swój mundurek, Melissa ubiera się bardzo dziewczęco i odrobinę elegancko. Często można ją zobaczyć w zwiewnych sukienkach, dopasowanych spódnicach, nieco babcinych sweterkach i przewiewnych koszulach, jednak nigdy nie wygląda ona pretensjonalnie czy staromodnie. Wielbi biżuterię, ale zawsze stara się zachować umiar i nie obwiesza się błyskotkami od stóp do głów.

Charakter: Wbrew pozorom, jej myśli wcale nie skupiają się na tym, jak wygląda – skupiają się na tym, jak wygląda, i na całej masie innych, bardziej lub mniej istotnych, spraw, co wskazuje na to, że panna Edwards jest pusta jedynie w stopniu umiarkowanym. Do ludzi i otaczającego świata ma stosunek raczej chłodny, choć nie rozpatruje wszystkiego (jak Sarah i Jonathan) w kategoriach naukowych, a wręcz przeciwnie – wobec ludzi bliskich jest bardzo uczuciowa, opiekuńcza i czasami nawet czuła. Zdecydowanie nie można Melissie odmówić inteligencji, gorzej niestety z zaradnością. Absolutnie nie radzi sobie z podejmowaniem decyzji i zaczyna panikować, gdy tylko uzna, że sytuacja wymyka się spod kontroli. Dlatego właśnie potrzebuje raczej dominujących znajomych, którzy pokierują nią w trudnych chwilach, lecz nie można powiedzieć, że łatwą ją stłamsić czy zmanipulować; zdarza jej się nawet przejawiać dziwną niezależność, na szczęście dla otoczenia – zazwyczaj jedynie w błahych sprawach. Missy, jak na osobę myślącą przystało, ma własne zdanie na każdy temat, jednak nigdy nie wykłóca się o swoje racje – woli biernie dostosować się do innych i ominąć nieprzyjemną sytuację. Kiedy w końcu przestanie histeryzować i okazywać obojętność, okazuje się pogodna i sympatyczna, zdolna do rozmowy na dowolny temat lub ostentacyjnego oznajmienia, iż dany temat w tym momencie nie jest odpowiedni. Trzeba też przyznać, że siedzi w niej sporo ambicji. Przecież chce skończyć szkołę! Potem planuje poasystować ojcu w badaniach nad mandragorami, wyjść za mąż, urodzić dwójkę dzieci i prowadzić godne życie dobrej żony i matki (czytaj – rozporządzać służbą, chadzać na rozmaite przyjęcia...). Ogólnie nie ma zbyt głębokiej osobowości, ale jeśli uda się już zdjąć z niej zimną maskę idealnej lalki, można spędzić z nią czas miło i ciekawie, zwłaszcza że Missy jest otwarta na różnorodne pomysły, nie brakuje jej poczucia humoru (choć woli śmiać się z cudzych żartów niż opowiadać własne) i wyjątkowo rzadko obraża się czy złości.

Historia: Jonathan i Sarah wpadli na siebie na którymś z ciasnych korytarzy Kanadyjskiego Instytutu Nauki Magicznej i to był koniec, a w zasadzie początek. Od tej pory każdą przerwę na lunch umilali sobie w pustym biurze lub – mniej wygodnym, ale bardziej romantycznym – schowku na bliżej nieokreślone coś. Po mniej więcej pięciu miesiącach intensywnej znajomości Sarah zaszła w ciążę i nielegalny seks zamienili na długi rozmowy. Oboje byli już po trzydziestce, dogadywali się całkiem dobrze, a nawet jeśli nie, byli zbyt spokojni, by się kłócić. Po kolejnych pięciu miesiącach stwierdzili, że na żadne z nich nie czeka za rogiem wielka miłość, więc postanowili pobrać się i spędzić ze sobą życie możliwie najprzyjemniej. Pierwotna fascynacja minęła niespełna rok po narodzinach Melissy, ale nigdy nie przemieniła się w nienawiść – wiodą teraz nudne, acz przyjemne życie naukowców i nic więcej nie jest im do szczęścia potrzebne. Zadowoleni z siebie wysłali córkę do szkoły, łudząc się, że i ona przejawi wielki zapał do nauki, jednak spotkało ich spore rozczarowanie. Melissa co prawda nie uczy się źle, ale zdecydowanie co innego jest dla niej priorytetem. Z płaczliwego dziecka, buszującego wiecznie w szafie mamy, wyrosła płaczliwa panienka, przejmująca się wiecznie swoim strojem (a błogosławiony ten, kto okiełzna ją w trakcie zakupów) niezależnie od tego, ile egzaminów ma w przyszłym tygodniu.

Przedmioty: flora, zaklęcia, transmutacja, eliksiry, astronomia, obrona przed czarną magią, francuski, taniec i śpiew

Zainteresowania: niezbyt rozległe, bo taniec i muzyka. No i moda.

Inne: biegle posługuje się językiem francuskim, gra na fortepianie.
avatar
Melissa Edwards

Liczba postów : 395
Data przyłączenia się : 27/05/2009
Skąd : Edmonton
Wiek : szesnaście
Dom : Rosette

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach