Jessica Triggs

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Jessica Triggs

Pisanie by Jessica Triggs on Nie Maj 24, 2009 7:29 pm

1) Podstawowe informacje
Imię: Jessica
Nazwisko: Triggs
Klasa: trzecia
Dom: Verty
Krew: mieszana
Narodowość: amerykańska z dziada pradziada… mniej-więcej.
Data narodzin: 09.11.1994
Miejsce zamieszkania: Jackson, Mississippi
Rodzina: matka, Abigail, czarownica; ojciec, Miles, mugol; brat Louis (lat dziewiętnaście) i siostra Katherine (lat osiemnaście).

2) Część opisowa
Wygląd: na pierwszy rzut oka Jessica jest emo. Na drugi rzut oka zwykle nie zasługuje. Jeśli jednak jakimś dziwnym trafem drugi rzut oka zostanie w jej kierunku posłany, obserwator zauważy, że dziewczyna ma podejrzanie dużo włosów. Nie żeby jakaś peruka, co to, to nie, Jessica po prostu ma wyborny wręcz zestaw genów, który zapewnia, że nie tylko może potrząsać grzywą jak lew, ale, gdyby potrzebowała nagle gotówki, może się też obciąć na zapałkę i sprzedać włosy na peruki. Tyle że tego nie zrobi, to by w ogóle do niej nie pasowało. Czułaby się naga. Albo i gorzej. O ile może być jakieś gorzej, bo Jessica nie najlepiej radziła sobie z akceptowaniem swoich stu siedemdziesięciu jeden (tak! Gdyby nie to jeden na końcu, może mieściłaby się w jakichś kanonach urody, ale tak – wszystko stracone!) centymetrów wzrostu i czterdziestu ośmiu kilogramów (z okresowymi wahaniami związanymi z drakońską dietą lub obżeraniem się; nie żeby była bulimiczką, po prostu nie rozumiała się najlepiej z własnym żołądkiem. I z innymi częściami ciała też nie zawsze…). Mogła się za to pochwalić jasną cerą, której nie imał się trądzik (tak naprawdę było to zasługą mugolskich mazideł, które kupowała, ale nikt nie musi o tym wiedzieć) i pięknymi, wielkimi oczyma w bliżej niezdefiniowanym kolorze – ni to zielone, ni to niebieskie, a może nawet i szare. Niestety rzadko były widoczne spod grzywy ciemnych włosów, więc dostrzeżenie ich wymagałoby nie tyle drugiego, co nawet i trzeciego rzutu oka. Zwykle ubiera się w ciemne kolory (nie, nie ponuro, jak sugeruje matka – po prostu ciemno), ot tak z przyzwyczajenia. Podobno ludzie w jasnych ubraniach są łatwiejszym celem (nieważne dla czego – po prostu). Woli nie ryzykować.
Charakter: czy wspominałam już, że Jessica jest emo? Tak? To powtórzę, bo klasyfikacja do tej grupy społecznej powinna wystarczyć za opis większości cech charakteru. Co nie znaczy, że jest typowa, o nie, w końcu emo nie może być stereotypowe i takie jak inni, prawda? Zatem oczywiście panna Triggs nie jest specjalnie wesoła, co nie przeszkadza jej też nie być ponurakiem. Nie lubi ludzi, co nie przeszkadza jej się cieszyć, kiedy jest w towarzystwie. Nie lubi mówić, chyba że się rozgada. Jest pacyfistką, chyba że ktoś ją zdenerwuje. Jest absolutnie przeciętna – pomijając te momenty, kiedy nie jest. Kiedyś sądziła, że nie lubi przegrywać, ale teraz uznała, że jest jej to obojętne. Ma też zaniżoną samoocenę, bo rodzice jakoś nigdy nie wspierali jej tak, jak starszego rodzeństwa – a przynajmniej tak twierdzi. Tyle że Jessica lubi też kłamać, więc nie należy wierzyć tak do końca w każde jej słowo – zarówno w to, co mówi o domu, jak i w jej opowieści o wewnętrznych (i nie tylko) przeżyciach, bowiem większość jej opowieści może być tak samo fałszywa, jak wydziergane mugolską agrafką sznyty. O ile jakieś ma. I o ile widziała kiedykolwiek agrafkę. Z takimi jak ona nigdy nie wiadomo.
Jeśli chodzi o naukę, Jessica nie jest specjalnie wymagająca – nie wymaga, żeby zajęcia odbywały się regularnie i tak samo chciałaby, żeby inni nie wymagali od niej, by się uczyła. A jednak się uczy – zwykle wtedy, kiedy się nudzi. A przynajmniej trzyma na kolanach książki. W środku z równym powodzeniem może znajdować się czasopismo o modzie, komiks czy pamiętnik, w którym pisze mroczne wiersze. O ile pisze, bo nie chwali się tym na prawo i lewo. Ale nie da się ukryć, że pasowałoby to do jej charakteru – a jeśli nie charakteru, to przynajmniej image’u. Chociaż sama zapiera się rękoma i nogami, że wcale się nie kreuje, nie ma żadnego image’u, żadnej gęby, pozy czy innego bakłażana, no po prostu sama szczerość z niej bije i skapuje na czystą podłogę. To znaczy zapierałaby się, gdyby ktoś pytał. Ale nie pyta. Dlatego właśnie Jessica nienachlanie acz niestrudzenie (w swoim mniemaniu) od lat poszukuje przyjaciółki na dobre i złe (częściej na złe), bo słyszała, że taka przyjaciółka to fajna instytucja.
Historia: urodzona jako trzecie z kolei dziecko w rodzinie mugola i czarownicy. Jedyne planowane i jedyne – jak twierdzi – odrzucone. Ale nie porzucone, co to, to nie, Jessica ma nawet własny pokój (na poddaszu, bo tak chciała) w domu na przedmieściach Jackson. Dom został kupiony po promocyjnej cenie (była pewna, że nie w sposób legalny, w końcu transakcji dokonywała matka), a wystrojem zajęła się Abigail, której ambicją zawsze było zostać architektem wnętrz, ale niestety, została czarownicą, a to – nie wiedzieć czemu – zdawało się wykluczać wszystko inne. Może dlatego była sfrustrowana i w wieku lat trzydziestu pięciu cierpiała na nerwicę, do której dochodziły nastroje zmieniające się jak w kalejdoskopie. W jednej chwili była rozkoszną, jasnowłosą kurą domową z przedmieścia, gotową umówić się z sąsiadką na ploteczki przy ciasteczkach (i przy okazji wytknąć jej, że salon nie jest wystrojony zgodnie z zasadami feng shui, w które co prawda nie wierzyła, ale czytała w gazetach, że to modne), a w następnej w domowym zaciszu rzucać talerzami, które z hukiem rozbijały się o ścianę pomalowaną na łososiowy oranż, o ile coś takiego istniało (w co Jessica powątpiewała, bowiem głęboko wierzyła, że matka sama wymyśla te wszystkie idiotyczne nazwy farb, które potem poleca mugolom, o ile ci poproszą ją o poradę; albo i nie poproszą, w końcu Abigail jest pewna, że oni chcą jej porady). Nie przeszkadzało jej to zajmować się domem w sposób wręcz pedantyczny – przynamniej salon, kuchnia i łazienka były pedantycznie uprzątnięte, ale biada temu, kto wejdzie do jej gabinetu czy sypialni. Poszukiwania jakiegoś akwizytora, który ponoć wszedł do gabinetu kilka lat temu, nadal trwają (choć Jessica zawsze miała nadzieję, że Louis tylko ją tak nabierał). Czym tak naprawdę zajmowała się Abigail, kiedy nie sprzątała i nie plotkowała? Zamykała się w swoim gabinecie, ale co tam robiła… Jessica miała tylko nadzieję, że nie było to nic nielegalnego. Nie chciała obudzić się kiedyś otoczona kordonem policjantów w czarnych kominiarkach, którzy wyprowadzą jej matkę do radiowozu, a wszyscy dziennikarze będą pstrykać idiotyczne zdjęcia. Nie żeby się bała wstydu – po prostu aresztowania zwykle odbywają się rano, a rano jest strasznie rozczochrana.
Ojciec, Miles, to zupełnie inna historia. Zakochany bez pamięci urzędnik. Bez pamięci do tego stopnia, że zapominał zwykle zadzwonić, że spóźni się na kolację, nie przynosił kwiatów w rocznice, a kiedy któreś z jego dzieci miało akurat urodziny – patrzył na nie z lekkim zdziwieniem, jakby dopiero przypominał sobie, że jest ojcem. Ważne jednak było, że kocha Abigail i akceptuje jej dziwactwa. Wszystkie. No dobrze – wszystkie, o których wiedział. Jessica wolała nie zastanawiać się, ile matka przemilczała, ale była pewna, że dużo, bo w innym wypadku nie byliby razem. Sam fakt, że mieli trójkę dzieci przeczył jakiejkolwiek logice, w którą Jessica uparcie starała się wierzyć.
Louis, lat dziewiętnaście, mieszający w centrum Jackson, jest pusty jak koszyk na zakupy w Wal-Marcie przed wejściem do środka. Jessica nie lubiła go od chwili, kiedy tylko go zobaczyła. Matka nie omieszkała wspominać o tym przy każdej nadarzającej się okazji – ot, malutka Jessica uśmiechała się szczerbato, aż zobaczyła trzyletniego wówczas Louisa i wybuchła płaczem. Nie zapomniał jej tego aż do dziś, choć Jessica była pewna, że przyszłoby mu to łatwiej, gdyby matka co i rusz nie opowiadała znanej przez wszystkich historii. Louis miał jeszcze jeden powód, żeby odczuwać niechęć do najmłodszej siostry – cóż, była czarownicą. Odmieńcem. Gdyby była lesbijką, komunistką, rasistką, akwizytorem, kelnerką w Starbucksie… Cokolwiek. Ale nie! Była czarownicą! A on nie! I wyglądało na to, że wcale się z tego nie cieszy. Rany, on, Louis, by się cieszył. W takich szkołach z internatem, jak ta, do której poszła Jessica, musi być mnóstwo interesujących osób. (Przez określenie „interesujące osoby” Louis rozumiał coś w rodzaju „dużo fajnych panienek”, uważał jednak, że „interesujące osoby” brzmią lepiej, a wypowiedzenie tych dwóch słów powoduje, że inni lepiej go odbierają – jak jakiegoś intelektualistę czy kogo. Naprawdę się cieszył, że kiedyś zadał sobie tyle trudu i poczytał jedno z tych pisemek o psychologii, jakie prenumerowała Katherine.) Ale niestety, on był tylko zwykłym mugolem, jak mówiła matka w chwili wściekłości. (Tak, to był jeden z powodów, dla których się wyprowadził. Nie lubił, kiedy wyzywano go słowami, których nie rozumiał. Jako że nie rozumiał stosunkowo sporej ilości słów, których używano w stosunku do niego, nie lubił być wyzywany w ogóle.) Dlatego właśnie porzucił rodzinny dom i wyprowadził się jak najdalej – aż do niezbyt-ścisłego centrum miasta, skąd miał blisko do pracy i do wielu interesujących lokali (kolejne z określeń z gazetek Katherine; chodziło rzecz jasna o nienajlepszej renomy puby, w których bywały nienajlepszej renomy kobiety, wśród których on miał całkiem niezłą renomę). Nie przeszkadzało mu to wracać do domu na niedzielne obiadki i inne okoliczności.
Katherine odziedziczyła po matce nie tylko jasne włosy (w przeciwieństwie do Jessiki i Louisa, którzy przejęli geny ojca i legitymowali się ciemnymi czuprynami), ale też jej żywiołowy charakter. Interesowało ją wszystko, od składu mrożonki, po teorie czarnych dziur i każdemu zainteresowaniu oddawała się z taką samą, niesłabnącą przez kilka miesięcy (częściej tygodni) pasją. Często była weganką, hippiską czy wspomagała Greenpeace – możliwe, że po prostu w wakacje interesowały ją takie sprawy, bo z Jassicą widziały się właśnie w wakacje. Na Boże Narodzenie Katherine zwykle wyjeżdżała za granicę ze znajomymi i Jessica podejrzewała, że wyjazdy te mają niewiele wspólnego z ochroną ginącej fauny i flory, tak samo jak z ochroną taką niewiele wspólnego miał kożuszek i futrzane kozaczki, które Katherine uwielbiała. Ciężko było stwierdzić, gdzie Katherine tak naprawdę mieszka – w akademiku, w domu, u przyjaciół czy w ogóle w innym stanie. Była wszędzie i nigdzie zarazem, a Jessica strasznie jej tej umiejętności zazdrościła. Zwłaszcza tego „nigdzie”. Katherine ze wszystkich sił chciała być dobrą starszą siostrą, ale to było chyba jedyne pole, na którym odniosła całkowitą klęskę. Nie przeszkadzało jej to jednak próbować i co jakiś czas Jessica dostawała listy zawierające przepisy na maseczki z pędów bambusa albo porady dotyczące kompletowania garderoby tak, żeby pasowała do figury, albo ulotki zachęcające do wyjazdu na jakąś akcję protestacyjną. Nieważne. I tak nie czytała. Wiedziała, że Katherine chce dobrze, ale Katherine zawsze chciała dobrze, a ona nie chciała być kolejnym punktem do odhaczenia na liście „co dobrego zrobiłam w tym miesiącu”. (Bo Katherine, choć całkowicie niezorganizowana, z pewnością taką listę posiadała.) Czarownicą nie była, choć twierdziła, że ma własną magię. Może miała na myśli zielarstwo, którego chciała uczyć ją matka. Biedna Abigail zawsze była niepocieszona, że jej ukochana córeczka nigdy nie będzie machać różdżką.
W takim właśnie uroczym i jakże barwnym domu Jessica spędziła całe swoje życie, w czasie którego wyhodowała swą mroczną duszę czy inny mroczny atrybut, którym teraz mogła się z dumą legitymować. Gdyby ktoś chciał.

3) Pozostałe informacje:
Przedmioty: historia magii USA, zaklęcia, transmutacja, eliksiry, astronomia, obrona przed czarną magią, starożytne runy, zajęcia teatralne, język rosyjski.
Zainteresowania: Jessica, w przeciwieństwie do swojej siostry, nie zmienia ich jak w kalejdoskopie. W przeciwieństwie do brata nie ogranicza ich też do jakże wąskiego pola, na którym od odnosi (albo twierdzi, że odnosi) sukcesy. O nie, Jessica swoje wie i trzyma się swoich zainteresowań. To znaczy będzie się ich trzymać, kiedy ustali, czym tak naprawdę się interesuje. Póki co wie, że lubi czytać książki, pociąga ją też astronomia, za to nie może się odnaleźć na transmutacji. Za to odnajduje w sobie talent lingwistyczny. Powoli acz sukcesywnie. W wolnych chwilach lubi też gotować, ale tylko dla siebie – nie chce, żeby ktoś ją skrytykował. Albo, nie daj Merlinie, zaglądał przez ramię i złośliwie komentował, że zaraz spali kuchnię. Reszta jej zainteresowań ukryta jest w mroku jej duszy. Albo słabo oświetlonego pokoju.
Inne: (opcjonalne) Próbowała kiedyś palić, ale po tym, jak w towarzystwie pomyliła strony papierosa (no co? Każdemu może się zdarzyć!), zaprzestała prób. Picie też nie idzie jej najlepiej, ale się stara. O ile zostanie gdzieś zaproszona, w końcu nie pije się w samotności. Tyle się przynajmniej nauczyła. Jeśli pije się w samotności, to nie dość, że nie ma komu oddać tego, czego nie ma się siły wypić, to jeszcze nie znajdzie się nikogo, kto usłużnie potrzyma włosy, kiedy już się wpadnie w objęcia muszli klozetowej. Nie żeby picie z kimś to zapewniało, ale Jessica czytała w jednej z gazetek Katherine, że tak postępują prawdziwe przyjaciółki. Nie, nie po Jessica jakiejś szuka. Choć to by było dość miłe.
avatar
Jessica Triggs

Liczba postów : 48
Data przyłączenia się : 24/05/2009
Skąd : Jackson, MS
Wiek : szesnaście
Dom : Verty

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach